platforma blogowa portalu nowa trybuna opolska

Prezent od prezydenta

Prezydent chce zwracać pieniądze za czas, gdy strefa płatnego parkowania działał bezprawnie. Dobrze, tylko dlaczego decyduje się na to dopiero teraz?

Dobrze pamiętam, że gdy uchwały o strefie unieważnił Wojewódzki Sąd Administracyjny prezydent i  jego służby zarzekały się publicznie, że oddając pieniądze bez wyroków sądowych, naraziliby się na zarzuty ze strony Najwyższej Izby Kontroli lub prokuratury.

Teraz – na chwilę przed rozpoczęciem kampanii wyborczej -  wyroków już w ratuszu nikt nie potrzebuje. Rzecznik prezydenta mówi głupoty twierdząc, że wyrok WSA – którego pewnie nie widział na oczy – upoważnia do wypłaty pieniędzy. To, że pieniądze trafią do kierowców to tylko dobra wola prezydenta.

Czemu doświadczamy jej dopiero teraz? No cóż, zbliżają się wybory, a wtedy nawet najsroższa władza zmienia wizerunek. Tym bardziej o to łatwiej, że żaden z włodarzy nie robi tego ze swoich pieniędzy. I tak będzie też w tym  przypadku. Zaległości ma wypłacić  Miejski Zarządu Dróg, który pieniądze pozyskuje ze strefy płatnego parkowania.

Prezydent wykłada więc kasę dla kierowców z tego co i tam mu płacą. Muszę przyznać, że ktoś dobrze ten przedwyborczy prezent obmyślił.

Polityka przestrzenna miasta to dramat

Prezydent zdecydował się sprzedać działkę u zbiegu ulicy 1- Maja i Dubois Bogdanowi Chwalińskiemu. Teren, który był najciekawszą propozycją miasta na nowy hotel, dostanie dealer samochodowy, który obiecuje tam budowę luksusowego hotelu i itd. Piękna wizja, choć mi to pachnie raczej piękną bajką.

Chwaliński  żadnego hotelu nie zbudował. Znany jest raczej z kupowania gruntów i sprzedawania ich z zyskiem, o czym prezydent, jako człowiek obracający się w wyższych sferach niż ja doskonale powinien wiedzieć. Z tego, że Chwaliński potrafi zarabiać dobre pieniądze na gruntach, nie robię zarzutu. Po prostu stwierdzam fakt i przypominam, że działkę, za którą kilka lat temu dealer forda chciał dać kilka milionów złotych, teraz kupi za trochę ponad milion.

Nawet jeśli inwestycja hotelowa powstanie, to warto cofnąć się do 2008 roku gdzie Chwaliński stoczył pasjonujący bój z siecią hotelową Diament. Wówczas tylko ona potrafiła mu dotrzymać kroku. I tylko ona tak naprawdę reprezentowała branżę hotelarską. Już kiedyś pisałem, że gdyby wtedy zapis o funkcji hotelowej wpisano do warunków licytacji, to teraz najprawdopodobniej na ulicy 1 Maja kończyłaby się już budowa hotelu. Miałby pewnie ze trzy gwiazdki, ale stałby.

Co mamy zamiast tego? Do kasy miasta wpłynie niebawem o wiele mniejsza suma niż w 2008 roku, a szanse na powstanie hotelu będą zależeć tylko od dobrej woli dealera samochodowego. Lub też od jego obrotności. Bo, wcale bym się nie zdziwił gdyby Chwaliński terenu za rok lub dwa nie odsprzedał jakieś sieci hotelarskiej. Tym samym okazałby się skuteczniejszy od wydziału promocji urzędu miasta, który inwestora na hotel szuka od kilku lat. Czego miastu i jemu życzę.

Mam nadzieję, że nie przynudzam czytających, ale jest jeszcze jedna, ważna rzecz, o której w kontekście sprzedaży tej działki nie można zapominać. Prezydent – wbrew sztuce urbanistycznej – sprzedaje grunt bez ważnego planu zagospodarowania, a w trakcie przetargu zmienił także warunki i nie wymaga już budowy hotelu w okresie czterech lat. Proszę wybaczyć, ale nie tak powinno wyglądać planowanie rozwoju przestrzennego stolicy województwa.

Od samorządowca z latami praktyki, który wygrał dwukrotnie wybory, a teraz chce je wygrać po raz trzeci, trzeba wymagać znacznie więcej. Jeśli już nie wizji – bo przecież nie każdy ją musi mieć – to przynajmniej słuchania się opinii urbanistów.

Historyczna zagadka z centrum Opola

25022010528

W samym środku miasta – jeszcze w ubiegłym roku – stanęła pewna kolumna. Jak dotąd nikt w mediach się nawet się o niej nie zająknął, choć artykułów na temat samego miejsca było sporo. Wiem jaka jest historia związana z tym zabytkiem, ale na razie niech pozostanie zagadką. Zapraszam jednak do dyskusji. Może ktoś puści wodze wyobraźni? Często słyszę słuszne utyskiwania nad stanem opolskich zabytków. Ale o “nowych” – których pojawiło się w ostatnich latach całkiem sporo – dyskusji nie ma wcale.

ps. Na osobę, która pierwsza odpowie prawidłowo na pytanie, skąd przyjechała do nas ta kolumna i zgłosi się do mnie na maila, czeka nowa książka historyczna, dotycząca mojej ulubionej historii XX wieku.

Szacunek panie Maćku

16022010502Kupiłem dziś publikację dr Macieja Borkowskiego poświęconą gminie żydowskiej w Opolu w latach 1812 - 1944.  Prosiłbym o więcej takich książek.

Dr Borkowski z uporem godnym maniaka przekopał się przez tysiące żródeł i stworzył portret świata, który odszedł już z Opola bezpowrotnie. Książkę na razie tylko przejrzałem, ale już widzę, że w naszym mieście była tylko jedna osoba, która potrafiłaby coś takiego napisać. Szacunek panie Maćku, że wreszcie doczekaliśmy się wydania tej pracy.

Promocja publikacji odbędzie się w Bibliotece Wojewódzkiej na ulicy Piastowskiej 25 lutego o godzinie 17. Warto tam być, a wcześniej zaopatrzyć się w książkę w Instytucie Śląskim. Kosztuje ledwie 25 zł. Mam nadzieję, że wzbogacona o zdjęcia i ze zmienionym układem graficznym trafi też do księgarń. Powinna, bo mogę ją polecić każdemu, kogo interesuje dawne Opole.

Tym, którzy kupią, radzę nie omijać przypisów. To nie tylko świadectwo wielkiego oczytanie autora, ale także dowód na tezę, że ciekawa książka ma także interesujące przypisy.

Opole może być jak Oxford

Z kilka razy pisałem o tym, że Opole – jeśli nie chce zginąć w dżungli podobnych sobie miast, musi postawić na rozwój jednej dziedziny. Dziś z radością przeczytałem rozmowę z profesorem Andrzejem Rączaszkiem, demografem z akademii ekonomicznej w Katowicach, sugerującym, że Opole mogłoby się stać polskim Oxfordem.

Kiedy postulowałem znalezienie klucza do przyśpieszenia rozwoju miasta słyszałem, i czytałem u niektórych panów polityków, że się nie znam. Że np. atakuję prezydenta, który pod banderą Platformy, prowadzi opolan w dobrze obranym kierunku zrównoważonego rozwoju. Odpowiadam więc: nie mamy na to czasu ani pieniędzy. Jedno z najstarszych haseł marketingu – które wbito mi do głowy na studiach – “wyróżnij się, abo giń” można i trzeba także stosować w samorządzie.

Hasło polski Oxford bardzo mi się podoba. Nie miałbym nic przeciwko, abyśmy właśnie w takim kierunku poszli. Ale to tylko moje przekonanie. Nie podparte badaniami, ani wizją tego jak nasz Oxford miałby wyglądać. No, ale przecież mamy w mieście “elity” polityczne, które przygotowują się do wyborów. 

Pokażcie, że potraficie nie tylko kopać się po chorych kostkach, ale także zaproponować coś konstruktywnego. I przede wszystkim miejcie odwagę mówić, że to coś jest dla Was najważniejsze.

Na  słuchanie bajek o tym, że można robić wszystko i równocześnie każdego zadowolić, jestem już za stary.

Zapraszam na Marka

cezary2O odwołanej wystawie Cezarego Marka rozpisywali się moi koledzy. Poszedłem krok dalej i zaprosiłem artystę na bloga.

Niektórych te rysunki drażnią. U mnie wywołują często uśmiech, a przecież śmiech, nawet ten wymuszony, to samo zdrowie. Tych komu kilku grafik poniżej będzie mało, odsyłam na stronę internetową artysty. Warto tam zajrzeć.

Czytaj dalej…

Strażacy mają rację

Od kilku dni opolanie bombardowani są informacjami na temat zamknięcia OkraglakaZbierając materiał kilka razy usłyszałem, że strażacy się czepiają. Żeby rozwiać wątpliwości poniżej publikuję listę nieprawidłowości, która wpadła mi w ręce.  To pouczając lektura. Według mnie panowie z sikawkami mają rację. Niestety.

Czytaj dalej…

Opolanie w Auschwitz

Uroczystości związane z rocznicą wyzwolenia Auschwitz Birkenau Auschwitzprzypomniały mi o kolejnej karcie z historii Oppeln, wciąż czekającej na wypełnienie.

Czytaj dalej…

Miejcie umiar

MłynówkaOpolanie chcą kasy od miasta za wieszanie iluminacji, ozdób świątecznych i reflektorów oświetlających rzeźby. Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że te urządzenia mają służyć nie urzędowi ale nam wszystkim?

Żądanie haraczu rozumiałbym, gdyby prezydent wieszał swoje plakaty wyborcze, albo banery jego miłościwie panującej partii. Ale tu chodzi o urządzenia, dzięki którym w naszym miasteczku mieszka się sympatyczniej. Założę się, że mieszkańcy kamienicy na Szpitalnej pokazują w nocy Młynówkę gościom i chwalą się, że mieszkają w pięknym miejscu. Nie Ciekawe, co pomyśleliby o nich goście, gdyby wiedzieli że za iluminację na jednej elewacji chcą 1000 złotych miesięcznie?

Wiem. Własność powinna być święta i choć nie podoba mi się zachowanie wspólnot, to przyznaję: stoi za nimi prawo. Ale w poszukiwaniu pieniędzy na remonty swoich budynków nie można popadać w przesadę. Bo to prędzej, czy później doprowadzi do paranoi. Ratusz już po cichu myśli, jak uniezależnić się od wspólnot. I dlatego oświetlenie świąteczne w przyszłym roku chce zawieszać tylko… na lampach ulicznych.

Jak zdobywano Oppeln

Oppeln65 lat temu pod ówczesnym Oppeln pojawiły się radzieckie czołgi. Jeśli wierzyć temu co ukazywało się do tej pory, w mieście toczyły się krótkie ale zacięte walki. Ale czy na pewno tak było?

O tym, że walki były zacięte można przeczytać niemal we wszystkich publikacjach dotyczących obrony Festung Oppeln. Autorzy – powołując się na radzieckie lub polskie źródła – opisują, że pierwsi Rosjanie pojawili się pod Oppeln 22 stycznia, a już  24 stycznia prawobrzeżna część miasta była zdobyta. Niemcy wycofali się na obecne Zaodrze i za Odrą pozostali aż do drugiej połowy marca, gdy ruszyła kolejna rosyjska ofensywa.

Do lat 90. XX wieku tezę o ciężkich walkach ilustrowano najczęściej zdjęciami zniszczonego Rynku i wypalonych kamienic. Tymczasem chyba dziś nie ma już nikogo, kto wątpiłby w to, że zabudowania ścisłego centrum najpierw dokładnie splądrowali, a potem podpalili Rosjanie.

W monografii miasta z lat 70. można przeczytać, że w toku walk na Nowej Wsi Królewskiej Niemcy stracili aż 300 żołnierzy, na Zakrzowie podobnie. Co więcej ponoć straty atakujących wyniosły aż 40 proc. stanów osobowych. Mi te liczby wydają się mało prawdopodobne.

Warto wiedzieć, że już 22 stycznia anulowano rozkaz o bronieniu Opola za wszelką ceną. I była to rozsądna decyzja biorąc pod uwagę, że nie Niemcy nie mieli ku temu wystarczających sił, a jedynym ich sprzymierzeńcem wydawała się linia Odry.  W wydanych niedawno w Polsce wspomnieniach generała Hansa von Ahlfena – dowódcy Festung Breslau jest kilka zdań na temat sprawnego opuszczenia twierdzy “w obliczu niedostatecznych sił i braku broni ciężkiej”. Nie ma za to ani słowa o ciężkich walkach, które miałyby się toczyć w mieście.

Oczywiście dla von Ahlfena – który bronił zaciekle stolicy Dolnego Śląska aż do maja 1945 roku – walki o Opole nie mogły być wyjątkowo krwawe. Tyle, że czytając jego książkę widać, że wielokrotnie podkreśla najmniejsze przejawy niemieckiego oporu na Śląsku, a Opola w tym kontekście nie wymienia.

Moje wątpliwości co do walk w Oppeln wzbudziła także rozmowa z byłym żołnierzem Wermachtu, którą przeprowadziłem kilka lat temu. Opowiadał, że idąc przez miasto 22 stycznia od strony Nowej Wsi Królewskiej widział tylko niewielką ilość  żołnierzy. Były to nieliczne posterunki na drogach, a w centrum żołnierze  jednostek tyłowych. W jego pamięci został też obraz żołnierzy, którzy stojąc przy koksowniku jednocześnie raczyli się alkoholem wyniesionym ze sklepu. Nic nie wskazywało na to, że miasto będzie bronione.

To tylko niektóre fakty, które rodzą moje wątpliwości, gdy niemal co roku w okolicach stycznia pojawiają się artykuły na temat zdobycia Festung Oppeln. Być może kiedyś któryś z historyków pokusi się o zbadanie tego tematu, ale na podstawie niemieckich i radzieckich dokumentów, a także wspomnień weteranów i mieszkańców.

Mam wrażenie, że dziś stan wiedzy na temat Oppeln w 1945 roku jest nadal marniutki. Jakieś miesiąc temu zapytałem jednego ze znanych, opolskich historyków, czy wie, gdzie są groby obrońców Oppeln, których ponoć aż tylu zginęło. Ów naukowiec potrafił mi wskazać wiele miejsc pochówków w innych częściach powiatu opolskiego na podstawie własnych poszukiwań i danych PCK. Tymczasem Opole było na jego mapie wielką, białą plamą.