65 lat temu pod ówczesnym Oppeln pojawiły się radzieckie czołgi. Jeśli wierzyć temu co ukazywało się do tej pory, w mieście toczyły się krótkie ale zacięte walki. Ale czy na pewno tak było?
O tym, że walki były zacięte można przeczytać niemal we wszystkich publikacjach dotyczących obrony Festung Oppeln. Autorzy – powołując się na radzieckie lub polskie źródła – opisują, że pierwsi Rosjanie pojawili się pod Oppeln 22 stycznia, a już 24 stycznia prawobrzeżna część miasta była zdobyta. Niemcy wycofali się na obecne Zaodrze i za Odrą pozostali aż do drugiej połowy marca, gdy ruszyła kolejna rosyjska ofensywa.
Do lat 90. XX wieku tezę o ciężkich walkach ilustrowano najczęściej zdjęciami zniszczonego Rynku i wypalonych kamienic. Tymczasem chyba dziś nie ma już nikogo, kto wątpiłby w to, że zabudowania ścisłego centrum najpierw dokładnie splądrowali, a potem podpalili Rosjanie.
W monografii miasta z lat 70. można przeczytać, że w toku walk na Nowej Wsi Królewskiej Niemcy stracili aż 300 żołnierzy, na Zakrzowie podobnie. Co więcej ponoć straty atakujących wyniosły aż 40 proc. stanów osobowych. Mi te liczby wydają się mało prawdopodobne.
Warto wiedzieć, że już 22 stycznia anulowano rozkaz o bronieniu Opola za wszelką ceną. I była to rozsądna decyzja biorąc pod uwagę, że nie Niemcy nie mieli ku temu wystarczających sił, a jedynym ich sprzymierzeńcem wydawała się linia Odry. W wydanych niedawno w Polsce wspomnieniach generała Hansa von Ahlfena – dowódcy Festung Breslau jest kilka zdań na temat sprawnego opuszczenia twierdzy “w obliczu niedostatecznych sił i braku broni ciężkiej”. Nie ma za to ani słowa o ciężkich walkach, które miałyby się toczyć w mieście.
Oczywiście dla von Ahlfena – który bronił zaciekle stolicy Dolnego Śląska aż do maja 1945 roku – walki o Opole nie mogły być wyjątkowo krwawe. Tyle, że czytając jego książkę widać, że wielokrotnie podkreśla najmniejsze przejawy niemieckiego oporu na Śląsku, a Opola w tym kontekście nie wymienia.
Moje wątpliwości co do walk w Oppeln wzbudziła także rozmowa z byłym żołnierzem Wermachtu, którą przeprowadziłem kilka lat temu. Opowiadał, że idąc przez miasto 22 stycznia od strony Nowej Wsi Królewskiej widział tylko niewielką ilość żołnierzy. Były to nieliczne posterunki na drogach, a w centrum żołnierze jednostek tyłowych. W jego pamięci został też obraz żołnierzy, którzy stojąc przy koksowniku jednocześnie raczyli się alkoholem wyniesionym ze sklepu. Nic nie wskazywało na to, że miasto będzie bronione.
To tylko niektóre fakty, które rodzą moje wątpliwości, gdy niemal co roku w okolicach stycznia pojawiają się artykuły na temat zdobycia Festung Oppeln. Być może kiedyś któryś z historyków pokusi się o zbadanie tego tematu, ale na podstawie niemieckich i radzieckich dokumentów, a także wspomnień weteranów i mieszkańców.
Mam wrażenie, że dziś stan wiedzy na temat Oppeln w 1945 roku jest nadal marniutki. Jakieś miesiąc temu zapytałem jednego ze znanych, opolskich historyków, czy wie, gdzie są groby obrońców Oppeln, których ponoć aż tylu zginęło. Ów naukowiec potrafił mi wskazać wiele miejsc pochówków w innych częściach powiatu opolskiego na podstawie własnych poszukiwań i danych PCK. Tymczasem Opole było na jego mapie wielką, białą plamą.