platforma blogowa portalu nowa trybuna opolska

Żądanie głowy jest niepoważne

Ryszard Zembaczyński po 7 latach procesu doczekał się wyroku skazującego. Sąd uznał, że prezydent Opola złamał prawo w czasie, gdy kierował oddziałem Banku Ochrony Środowiska.

Wyrok oznacza, że prezydentowi grozi utrata stanowiska.

Ale wyrok jest nieprawomocny. Mimo to w pierwszych komentarzach opozycji, od razu dało się usłyszeć o potrzebie honorowego odejścia, o tym że prezydent powinien już teraz, wręcz natychmiast zrzec się stanowiska.

Bycie w opozycji ma swoje prawa, ale ci którzy te słowa wypowiadają, nie chcą chyba pamiętać, że jest jeszcze instytucja apelacji. Co będzie gdy prezydent w drugiej instacji zostanie uniewiniony? Czy tak samo głośno te same osoby będą mówiły o jego powrocie?

Wątpię. Taki powrót byłby równie niepoważny, jak żądania głowy prezydenta teraz. Możliwość apelacji to jeden z fundamentów systemu prawnego w Polsce i widziałem sporo osób, które właśnie dzięki niej mogą dziś chodzić po Opolu z podniesioną głową. Szansy na taki spacer nie należy zabierać nikomu.

Ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie pewnie w przyszłym roku. I jeśli wyrok nadal będzie skazujący, to prezydent z mocy prawa – a nie z powodu żądań politycznych – straci najważniejszy fotel w mieście.

Wówczas Opole czekają przyśpieszone wybory. Opozycja – zamiast bić ciągle polityczną pianę – już powinna się do niego szykować.

Niezwykły atlas o dawnym Opolu

Kilkadziesiąt map i zdjęć, a także wiele ciekawostek – tak wygląda historyczno-topograficzny atlas Opola. Jeśli ktoś lubi historię miasta powinien go mieć na półce.

Polsko-niemiecki atlas – wydany przez Instytut Herdera – dotyczy głównie XIX i XX wieku.

Wówczas Opole stało się siedzibą Rejencji Opolskiej (1816 r.) i wtedy zaczął się  rozkwit miasta, które do tego momentu dusiło się w obrębie średniowiecznych murów miejskich i liczyło nieco ponad 4 tysiące mieszkańców.

Twórcy atlasu przypominają, że również w XIX wieku doszło do regulacji Odry, która umożliwiła zwiększenie dopuszczalnej ładowności barek z około 20 do 400 ton. I to też miało spory wpływ na rozwój miasta.

Ale jeszcze większym impulsem było pojawienie się kolei (1843 r.), a potem przemysłu cementowego i garnizonu (1860 r.). Stale rosnąca liczba mieszkańców spowodowała z kolei, że zaczęło brakować terenów pod zabudowę. Stąd włączenie w granice miasta Pasieki (1891), Zakrzowa (1899 r.), czy Nowej Wsi Królewskiej (1910).

Nie chciałbym opisywać całego  atlasu, ale wspomnę tylko, że jego części tekstowej jest sporo ciekawostek. Np. informacja o  spekulacji działkami pod zabudowę mieszkaniową w XX wieku, która powodowała wzrost cen ziemi. To z kolei było przyczyną ponadprzeciętnego zagęszczenia mieszkańców na Starym Mieście osiągającego 548 osób na jednym hektarze terenu, a 315 osób na hektar biorąc pod uwagę całe miasto

Jeśli ktoś interesuje się dawnym Opolem to atlas, który opracowali dla nas Krystian Heffner i Wolfgang Kreft, powinien posiadać na półce. Dzięki niemu bowiem dostajemy w jednym  miejscu mapy, których oryginały leżą w wielu archiwach, a także sporą dawkę wiedzy i to tak podaną, że może ona zachęcić do kolejnych podróży w przeszłość Opola.

Niestety publikacja nie jest tania i trzeba na nią wyłożyć 66 zł. Mimo to warto.

Atlas Opola to nie koniec jeśli chodzi o miasta dawnej Rejencji Opolskiej. Gdy wydawnictwu wystarczy pieniędzy i chęci – a wierzę, że tak się stanie –  to w najbliższych latach wyda też atlasy dotyczące Nysy, Brzegu i Kędzierzyna-Koźla.

Ostatni taki pochód w Opolu

1 maja 1988 roku mieszkańcy miasta zebrali się na placu Armii Czerwonej (dziś plac Kopernika), aby po raz ostatni w czerwonym pochodzie uczcić Święto Pracy. 

Jak relacjonowała “Trybuna Opolska”, tuż przed godziną 10 okoliczne uliczki wypełniły się kolorowymi szturmówkami, transparentami i balonikami trzymanymi przez grup pracowników. Zgromadzeni  wysłuchali warszawskiego przemówienia Wojciecha Jaruzelskiego, wówczas I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, czyli najważniejszej osoby w ówczesnej Polsce, a potem ruszyli w pochodzie.

Kolumnę otwierała orkiestra wojskowa 10. Sudeckiej Dywizji Pancernej im. Bohaterów Armii Radzieckiej (jednostka już nie istnieje), a za nią szli kombatanci, zasłużeni działacze partyjni, a także ci którzy wówczas rządzili województwem m.in. Eugeniusz Mróz, I sekretarz KW PZPR.

W pochodzi, który maszerował pod pomnik na placu Wolności, nie zabrakło harcerzy, nauczycieli, a także umundurowanych junaków z OHP, które w 1988 roku obchodziły 30-lecie istnienia.

W pochodzie wyróżniały się np. dzieci z szkoły podstawowej nr 5 na ówczesnym osiedlu ZWM, które niosły transparent z napisem: “Polska to nasze wspólne radości i obowiązki“, a ich rówieśnicy ze szkoły nr 24 przypominali opolanom na swoim transparencie, że ”prawdy Polaków są wieczne żywe“.

Święto Pracy świętowały też załogi państwowych zakładów pracy w tym cementowni Groszowice i Odra, Wagonówki, Omexu, Opolanki, Ofamy, a także Metalchemu (dziś większość z tych zakładów nie istnieje). Za nimi szli studenci i pracownicy uczelni, filharmonii, dziennikarze, radiowcy a także aktorzy teatralni w tym Bronisław Krassowski czy Adolf Chronicki. Na końcu pochodu szli sportowcy w tym najgłośniejsza grupa z Automobilklubu Opolskiego.

Cały pochód – którego jednym z celów miało być też “wezwanie do dobrej, mądrej oraz szanowanej pracy” – trwał dwie godziny. Pewnie nikt spośród tych, którzy w nim uczestniczyli, nie zdawał sobie sprawy, że bierze udział w ostatnim takim wydarzeniu w Opolu.

Rok później w 1989 roku – gdy Polska Rzeczpospolita Ludowa chyliła się ku upadkowi – pochodu nie zorganizowano. Przedstawiciele władzy złożyli tylko kwiaty pod pomnikiem Bojowników o Wolność Śląska Opolskiego, a w amfiteatrze odbył się skromny wiec dla mieszkańców.

Niebawem rządzącą krajem PZPR czekało dużo poważniejsze wyzwanie. Na czerwiec zaplanowano pierwsze od kilkudziesięciu lat częściowo wolne wybory. Po nich tradycja czerwonych pochodów – forsowanych przez PZPR – zanikła. Na szczęście nie tylko w Opolu.

Tajemnicza wyspa dr Borna

Chyba każdy opolanin, który słyszy “wyspa” myśli o Bolko lub Pasiece. Tymczasem okazuje się, że mamy jeszcze jedną zapomnianą wysepkę. Warto jej historię przywrócić miastu.
Czytaj dalej…

ZWM w Opolu – niedokończone osiedle

Największe osiedle Opola – które dziś nosi imię Armii Krajowej – mogło wyglądać inaczej. Kto wie, może gdyby projekt Janusza Grzegorzaka zrealizowano w czasach PRL do końca, to dziś wielu opolan nie omijałoby blokowiska z daleka?

Zdjęcia koncepcji, która przed 40 laty wygrała konkurs architektoniczny, przywiózł do Opola Janusz Grzegorzak. To on zaprojektował osiedle dla 30 tysięcy opolan, które nie jest tylko morzem bloków, ale także miejscem dla domów jednorodzinnych, przychodni i dwóch szkół.

Ale na starej makiecie widać też m. in. kilkanaście garaży wielopoziomowych, zespół otwartych basenów (potem planowano aquapark), kino oraz dodatkową pętlę autobusową, nie ma uciążliwej strzelnicy. Tych pomysłów – poza jednym garażem wielopoziomowym – nigdy nie zrealizowano.

Co więcej dopiero w latach 90-tych zaczął powstawać parku, w którym do dziś brakuje choć jednej ubikacji, bo zaplanowana kawiarnia też została tylko na papierze.

W pierwotnym projekcie nie było za to ogromnej górki, która dla wielu mieszkańców jest wręcz kultowa, a zimą dostarcza wielkiej radości dzieciakom. Górka narodziła się dopiero  podczas budowy, w trakcie której wydobyto gigantyczne masy ziemi. Ich wywózka byłaby pracochłonna i kosztowna, a górka rozwiązała te problemy.

YouTube Preview Image

Janusz Grzegorzak przyznał mi, że gdyby powstało osiedle tak jak zaplanował, byłoby dziełem jego życia. – Niestety jest w nim wiele budowli, które niczym cierń tkwią w moim sercu. Największym jest Real, pierwszy hipermarket Opola – powiedział.

Bo choć kilkanaście lat temu zwykli opolanie czekali na taki sklep z utęsknieniem, to większość architektów i urbanistów łapała się wówczas za głowę. Hipermarket jest bowiem obrócony zapleczem do osiedla, a to wbrew logice i sztuce projektowej.

Co gorsza w miejscu Reala miał powstać zespół budynków handlowo-usługowych, który niczym klamra spinałby w jedną całość osiedle. Stało się jednak inaczej i teraz osiedlowe uliczki, skierowane właśnie w tę stronę, wpadają na plac dostawczy sklepu.

Wprawdzie opolski architekt, który dla sieci Real projektował hipermarket, otrzymał na wniosek “ojca” ZWM upomnienie od branżowego Stowarzyszenia Architektów Polskich, ale niczego to już nie zmieniło. Real, obok którego powstał potem Media Markt, stał się symbolem ZWM.

Symbolem osiedla, którego nigdy nie zrealizowano do końca.


ps. Janusza Grzegorzaka zaprosiło do Opola Polskie Stowarzyszenie Krajoznawców. 

800 tysięcy za Tour de Pologne w Opolu

Nie 300, nie 500, ale nawet 800 tysięcy może kosztować Opole przyjazd peletonu Tour de Pologne. To spore pieniądze. Wręcz bardzo duże biorąc pod uwagę, że ponoć sytuacja budżetu miasta wygląda coraz gorzej.

Na początek kilka liczb: 344 tys. zł to koszt licencji, jaką musi zapłacić Opole organizatorom, 298 tys. to z kolei szacunkowe koszty związane z naprawą dróg. Kolejny wydatek to około 150 tys. zł na wynajęcie barierek i znaków, bo w jeden dzień lipca centrum będzie opanowane przed kolarzy. To raczej jeszcze nie koniec wydatków. Na razie nie ma projektu organizacji ruchu w centrum na czas wyścigu, nie wiadomo też do końca, ile Opole wyda na imprezy około wyścigowe m.in. mini Tour de Pologne.

Mimo to biorąc pod uwagę wielkość budżetu Opola (prawie 700 milionów złotych) nie są to duże pieniądze. Niestety ostatnio z urzędu miasta coraz częściej słychać o potrzebie oszczędności, a miasta ponoć nie stać już nawet na… wydanie 200 tysięcy złotych na dodatkowe patrole policji.

W tej sytuacji wydanie około 800 tys. zł na jednodniową imprezę wygląda problematycznie. I to nawet dla mnie mimo, że od początku byłem zwolennikiem zorganizowania mety jednego z etapów Tour de Pologne.

Ale nawet gdy temat TdP w Opolu dopiero kiełkował, byłem przekonany, że przejazd kolarzy nie może odbyć się kosztem innych dziedzin. Tymczasem miasto wciąż myśli o cięciu wydatków np. na szkolenie młodych piłkarzy Odry Opole, a prezydent nie tylko zawiesił dodatkowe patrole policji, a na razie nie chce też szukać w budżecie dodatkowych pieniędzy na remont uszkodzonych fortyfikacji na ulicy ks. Baldego.

Nie wiem czy urzędnicy zdają sobie sprawę, że takie decyzje, dostarczają mocnych argumentów przeciwnikom wyścigu w Opolu. Ja jeszcze do nich nie należę.

Tramwaje w Opolu to wcale nie żart

Niedawno na jednym ze znanych portali artykuł dotyczący Opola, zilustrowano zdjęciem ulicy z… tramwajem. Fotograficzna wpadka wywołała falę drwin, za to mi przypomniała historię, jak to Opolu od ponad 100 lat planuje się torowiska. Na razie bez powodzenia.

Czytaj dalej…

Oczywiście dla dobra mieszkańców Opola

Na czwartkowej sesji rady miasta klub SLD zaproponuje powiększenie składu prezydium rady. Trzecim wiceprzewodniczącym zostanie Piotr Mielec i ledwie 25 osobowa rada będzie mieć teraz aż trzech wiceprzewodniczących z klubów PiS, RdO i SLD.

Pewnie podczas wprowadzania uchwały pod obrady - którą poprzeć mają niemal wszyscy – padnie sporo słów o tym, że to „kultura polityczna nakazuje takie rozwiązanie”, że „robimy to po to, aby rada pracowała sprawniej dla dobra mieszkańców”. Szkopuł w tym, że od lat rada dobrze funkcjonowała z dwoma wiceprzewodniczącymi. Co się więc zmieniło?

Radni wyznają zasadę, że trzeba unikać awantur za wszelką cenę. Wprowadzenie trzeciego wiceprzewodniczącego powoduje, że nie trzeba realizować planu – a taki był na początku – aby z prezydium wypadł PiS, który obecnie w radzie ma tylko trzech radnych (po odejściu do Solidarnej Polski dwóch rajców), podczas gdy SLD ma ich pięciu, a mimo to w prezydium do tej pory nie jest.

Mogłoby się wydawać, że te polityczne gierki o stołki to sprawy miałkie. Pewnie by tak było, gdyby nic nas nie kosztowały. Tymczasem trzeci wiceprzewodniczący będzie mieć co miesiąc dietę wyższą o prawie 500 złotych, choć jego funkcja jest nikomu niepotrzebna.

Dla tych, którzy stwierdzą, że jestem populistą, bo czepiam się kilkuset złotych, przypominam, że niedawno przewodniczący rady odmówił sfinansowania przejazdu opolskich rodłaków do Wrocławia w imię oszczędności.

Chodziło o jednorazowy wydatek tysiąca złotych…

19 marzec 1945 – zapomniana data

Od wielu lat celebruje się 24 stycznia 1945 roku jako dzień zdobycia Opola przez Rosjan, którzy faktycznie zajęli wówczas większą część miasta. Ciekawe, że o dzisiejszej rocznicy już jednak mało kto pamięta.

19 marca 1945 r. Niemcy oddali bez walki lewobrzeżną część Oppeln. Nie mieli wielkiego wyboru. Nowa ofensywa wojsk radzieckich – rozpoczęta zaledwie kilka dni temu poza granicami miasta – spowodowała, że wojska niemieckie mogły zostać zamknięte w opolskim, “kotle”, który przygotowywali Rosjanie.

Niemieccy żołnierze – dowodzeni przez mjr Matthiasa Wensauera – wycofali się w niemal w ostatniej chwili w stronę Komprachic, a tylko odcinka linii kolejowej w Szczepanowicach kilkuset osobowa grupa broniła do wieczora 20 marca.

Ale tu pewna zagwozdka. Choć większość historyków podaje datę 19 marca to np. w Edmund Osmańczyk w swoich wspomnieniach pisze o 18 marca, z kolei dr Bernard Linek – w najnowszej monografii Opola – wskazuje datę 15 marca. Co ciekawe w tej samej publikacji Zbigniew Bereszyński twierdzi, że do całkowitego zdobycia miasta doszło jednak 19
marca.

I myślę, że tę datę warto pamiętać. Bo choć w styczniu Rosjanie zajęli większą część miasta to do połowy marca w rękach Niemców były nie tylko domy na bliskim Zaodrzu, ale także całe Szczepanowice (Stefanshöh) czy Półwieś (Halbendorf), czyli wsie, które w 1936 roku przyłączono do Opola.

O tym jak wyglądało miasto zdobyte przez Rosjan można posłuchać i zobaczyć na filmie. Polecam.

YouTube Preview Image

Nie jest tak dobrze panie prezydencie

Prezydent wrócił z Warszawy i z zadowoloną minę obwieścił nam, że na linii Opole – TVP niemal wszystko jest w porządku, a koszty – jakie ponieść ma miasto – będą takie same jak w ubiegłym roku.

Ludzie mają to do siebie, że szybko zapominają, więc pewnie i prezydent nieświadomie przeoczył, że nie tak dawno miasto za festiwal nie płaciło. Co więcej w ubiegłym roku – gdy po raz pierwszy spotkała nas ta “przyjemność” – wybuchła nieziemska awantura polityczna.

Politycy, w tym obecny koalicjant prezydenta Marcin Ociepa, przekonywali opolan, że nie możemy TVP pozwalać na dyktat. Minął nieco ponad rok i co? I nic. Dziś wszyscy już przyjmują informację o dopłacie do festiwalu jako o coś oczywistego. Jak i to, że mimo miliona nasz wpływ na kształt festiwalu jest symboliczny.

Szkoda. Może gdybyśmy tego tak nie traktowali, to zamiast godzić się finansowanie trzeciego dnia (to kolejny powód dla którego powinniśmy podziękować TVP za współpracę), pomyślelibyśmy o zupełnie innym wydaniu miliona złotych.

Tzw. trzeci dzień, bez względu na to jak rozbuja amfiteatr, jest przedłużaniem festiwalu na siłę i miłym, ale bardzo kosztownym gestem w stronę opolan. Nie jest natomiast żadnym wydarzeniem, które miałoby promować miasto.

Już w tym roku warto zastanowić się nad innym wydaniem tych pieniędzy. Być może na współfinansowanie koncertu zagranicznej gwiazdy, choć na pewno nie myślmy w amfiteatrze, który jest na takie wydarzenie za mały.

Milion to wcale nie taka mała suma, jak się niektórym wydaje. Dla porównania: to niemal tyle, ile wynosi całoroczny budżet na promocję miasta!

Szkoda wydawać taką kwotę na imprezę, którą w całości zobaczą tylko opolanie, a widzowie TVP już w okrojonej wersji i pewnie o takiej porze, gdy wielu z nich już dawno śpi.